Z głodu, z ciężaru żelaz miąższych ledwie żywy,

W wodzie, co go, niż po pas, wyszszej zalewała

I już, już biedny żywot wydzierać się zdała.

Tem niewczasem prócz inszych mąk nieporównanem

Ducha przed świtem jeszcze wytchnąłby beł ranem.

45

Potem się bliżej dobry Leon przystępuje,

Ściska, obłapia więźnia miłego, całuje.

»Bohatyrze — mówi mu — twe cnoty, dzielności

»Węzłem serdecznej z tobą łączą mię miłości