Oczy traci łez gorzkich hojnem wylewaniem,

Ale i włosy targa, wściekłością ujęty,

Dzień narodzenia swego mianując przeklęty.

Wargi skrwawił, a przecię coraz go morduje

Ból więtszy i przyjazdu swych gości nie czuje.

26

Nie chce mu odpoczynku troska dać surowa,

Już duch ustaje, już krew w żyłach się nie chowa.

Stoi cichuchno Leon, zsiadszy z konia swego,

A potem się przybliża na palcach do niego,