—Przyglądam się rzece.

—Tak... a gdzie pański kapelusz?

—Wpadł do wody.

—A gdzie pan mieszka?

—Na rue des Ecoles.—Nudziły mię te pytania i ciekawe spojrzenia, lecz doprawdy nie miałem jakoś siły się gniewać. Odwróciłem się od rzeki i zacząłem sam pytać:

—A pan dokąd idzie?

—Do roboty.

—To pewnie już będzie szósta?

—Jest szósta.

Wreszcie! Tak, musiała być już szósta, bo spostrzegłem dopiero, że żółknie zlekka wschodnia strona nieba. Rozmowa się urwała.