—Przecież mój drogi, nie są gorsze ...
—Tak, tak, ale pocóż je pisać? Niby nie wiesz, co się robi z zeszłotygodniową gazetą. Więc ty nie wstydzisz się pisać po to, aby inni... Wybuchnął głośnym pijackim śmiechem.
—Przyznam ci się...
—Tak, tak, przerwał spieszniej, niewłaściwe żarty; obraź się, obraziło się już tylu; dlaczego ty masz być wyjątkiem? Tak, obrażać ci się wolno, tylko nie wolno ci udawać, że wiesz, poco pracujesz. Ot, jak stare konie w kieracie, jeden za drugim ślepy, zawsze w kółko obraca swe jarzmo i powiada: pracuję dla ludzkości, dla kraju, dla rodziny... Kłamstwa, kłamstwa!
Rysiński milczał chwilę, patrząc bez wyrazu przed siebie, jak gdyby szukał słów, które oddawna miał w pogotowiu, tylko gdzieś nagle ich zapomniał.
—Rozgłos, pieniądze, nic, błahostka, choćby chęć droższej kolacyi, to was pcha da roboty. Praca dla innych, altruizm, ha, ha! Człowiek, któryby chciał być altruistą, musiałby od tego zacząć, żeby przestał istnieć. Spróbuj pracować, gdyby każde słowo prawdy—tej prawdy, która wiesz, że nie istnieje—miało cię kosztować jedną ranę. Co? Pracowałbyś? Ale dla was to waryackie myśli; wy macie swoje teorye, zgodności społeczne: jednostka i ogół, egoizm i altruizm, wszystko się ze sobą godzi; jednego mniej, drugiego więcej, a zawsze jakieś ciasto wyjdzie. Istne z was centaury. Głowy kawałek w was ludzkiej, lub małpiej, lecz reszta nawet nie końska, ale świńska. I wy się macie za ludzi, za całych ludzi, kiedy zręczny nóż tak zawsze wykroić was może, że wam człowieka wytnie, a zwierzę na cztery wiatry światu puści!.. Ale krótki macie wzrok, nie widzicie własnych racic. Dla kawałka ludzkiej głowy brać się za człowieka, to zabawne! Zaśmiał się serdecznie.
—Może swoje postępowanie wystawiasz za wzór ludzkiego życia, odparłem trochę zirytowany.
Rozmowa po tylu latach niewidzenia nie była zbyt serdeczną.
—Co, ty myślisz, że po ludzku żyć to wygrzewać się w pielusze waszej moralności. Świetna ta stara bajka o lisie, któremu ogon odcięto: obowiązki, przepisy ma ten, kto nie ma sił. Wybyście wszyscy tutaj przyszli, nie wychodzilibyście ztąd, i z gorszych jeszcze nor, gdyby wam sił starczyło. Przyjdą, popatrzą, i spluną, jak lis na zielone winogrona. Przychodź tygodniami, tak jak ja, a zobaczymy, czy będziesz tak wyglądał.
Rysiński był znanym w szkole siłaczem i pomimo zmęczonych oczu i cery, widać było, że mięśni swych nie stracił.