OSOBY:

ANDRZEJ TUROWICZ lat 34.
ZOFIA, jego żona lat 25.
JAN KARSKI lat 28.


Ubogie mieszkanie studenckie w Paryżu; drzwi w głębi; z prawej strony dwa łóżka ustawione jedno za drugiem. Szafa, ubrania męskie i kobiece zasłonięte płótnem. Na lewo na przedzie stół, dwa krzesła i kanapka. W tylnej części ściany mała kuchenka. Ciepły letni zmierzch, pełen różowych odblasków zachodu zapada zwolna.

Przy stole na kanapce siedzi Zofia, zamyślona lecz pogodna, zajęta szyciem, które pozornie pochłania jej uwagę.

Drzwi w głębi otwierają się: wchodzi Karski—z wyrazem znużenia i zdenerwowania na twarzy.

ZOFIA [obracając się ku wchodzącemu, z uśmiechem]. Tak późno wracasz, jedyny?

KARSKI [wita się z nią pobieżnie i siada przy niej na kanapie]. Miałem dużo roboty i niesporo mi idzie. Ciężko mi jeszcze pisać po francusku.