Odbyli tysiące rozmów, wizyt u terapeutów gdzieś drugie tyle, aż w końcu Emek zrobił to, co każdy ćpun robi względem swych najbliższych. Zwyzywał Kryśkę od najgorszych, mianował wrogiem, niszczycielem życia i przepędził. Zmienił telefon i zamki w mieszkaniu. Kryśka na próżno próbowała do niego dotrzeć, a gdy w końcu zaczęli znów rozmawiać, zrozumiała, że chłopak, którego próbowała wychować, jest już innym człowiekiem.

3.

Kryśka siedzi na brzegu łóżka i ściska dłonie kolanami. Jej zdaniem Emek był wrażliwym dzieckiem i został bardzo zraniony. Mówi, że to wszystko przez matkę i ojca, ale w jej głosie wyczuwam coś innego. Część tej fajnej babeczki naprawdę wierzy, że to, co powiedział Emek, jest prawdą. To ona go zniszczyła. Moim zdaniem solidne lanie na gołą dupę w młodości naprostowałoby smarkacza. Zachowuję tę mądrość dla siebie, zwłaszcza że Kryśka chlipie, a ja mam do powiedzenia coś dużo gorszego.

Obejmuję Krystynę. Do przemowy zabieram się jak dziadek do babki, przełykam ślinę, krztuszę się, aż wreszcie Kryśka sama prosi, bym powiedział, co mi leży na wątrobie. No dobrze, zrzućmy to z wątroby. Emek otruł Kutavaggia, to jest Zbyszka Płaczka. Chodziło o spadek. Przypuszczalnie dosypywał mu małe dawki trucizny do herbaty podczas każdych odwiedzin. Kryśka ani myśli w to uwierzyć, więc mówię, że Emek sam się przyznał. Jak się przyznał, co powiedział? No słowo w słowo nie powtórzę, ale przecież wczoraj z nim rozmawiałem. Nie jestem idiotą. Kryśka ma przeciwne zdanie.

Słyszę, że jestem najgłupszym z ludzi. Cegła w murze przy mnie zasługuje na doktorat. Przecież pobił ją ten sam człowiek, który zabił Kutavaggia. Odpowiadam, że tego akurat nie wiemy. Kryśka macha ręką. Pobicie nieważne! Trucie nieważne! Emek mógł wlewać ojcu jad do zupy przez ostatnią dekadę, co też nie ma znaczenia. Kryśka potrząsa mną i pyta, czy dobrze się czuję. Istotnie, bywało lepiej. W gruncie rzeczy oblewa mnie pot, ręce zaczynają chodzić, a płuca kurczą się do rozmiarów orzecha, co oznacza, że chyba jestem bardzo zdenerwowany. Jak mogłem się tak pomylić? Przecież wiedziałem o tym od początku.

Kutavaggio nie zginął od trucizny. W telewizji mówili, że oberwał w głowę.

Pusty dom, pusty łeb

1.

Na przystanku zaczepia mnie Karambol i pyta, czy już zostałem milionerem. Tego dnia wygląda na wyjątkowo zmaltretowanego. Łachy na nim wiszą jak policzki, wargę ma ciężką, a spojrzenie przytłumione. Oczywiście nie może odpuścić i lezie za mną w stronę Konesera.

Co u ciebie, drogi Karambolu? U niego akurat bez zmian. Karambola frapuje stan mojego portfela. Cały czas mówi o tym, jak strasznie go suszy. W głowie mam Kryśkę i nieszczęsnego Emka, który podłożył się z bliżej nieznanych mi powodów. Być może używki namieszały mu we łbie. Albo chodzi o coś innego. Z zamyślenia wyrywa mnie nerwowy głos Karambola. Dopomina się o swoje procenty. Dał mi zapasowy telefon z dobrego serca, licząc jednak na zysk. Odpowiadam, że jeszcze to załatwiam, Karambol zaś okazuje się królem kompromisu. Poczeka na swoje pieniądze, lecz chciałby zaliczki w denarkach. Stoimy pod Koneserem. Dmie lodowaty wiatr.