W taką pogodę kluczowy jest wybór odpowiedniej bramy. Oto sprawdzian człowieka mądrego. Zasuwam Brzeską, przede mną cwałuje podniecony Karambol. Chce skręcać pod piątkę, zaraz za Kijowską, bo blisko i mają zadaszenie w oficynie. Przypominam, że tam nie można, bo na pierwszym piętrze znajduje się melina Kapucyna. Kapucyn wzgardził publicznym szaletem i załatwia swoje potrzeby do wiadra, którego zawartość wylewa przez okno, oczywiście dopiero wtedy, gdy w wiaderku wybrzuszy się menisk. Jak Kapucyn chluśnie, nie pomoże żadne zadaszenie. Karambol przyjmuje tę argumentację i chce przystanąć dwie kamienice dalej. Tam znów się nie da, bo od dziewiątki do siedemnastki rozciąga się rewir Bandy i Wandy. Wanda ma grupę dziewuch. Leją chłopów w opór, zabierają forsę, a co gorsza, telefony. Nikt się nie przyzna. Faceci się wstydzą, że dziewuchy im natłukły.
Karambol proponuje kolejne bramy, a ja je odrzucam. Istnieje obawa, że skończy się nam Brzeska. Zatrzymujemy się niemal przy rogu z Białostocką. Tu jedyne zagrożenie stanowi Żulinek, dziesięcioletnia sierota bez trzonowców, wymuszająca datki za pomocą paralizatora. Na podwórku rdzewieje rama od roweru, lecz próżno szukać Żulinka. Rozpijamy denarki. Zaspokajam ciekawość Karambola, mówiąc, że niedługo ogarnę ten burdel i będę miał mnóstwo pieniędzy. Wcale nie jestem tego taki pewny. Piwo dodaje animuszu. W głowie wydaję szmal, którego jeszcze nie zgarnąłem.
W odpowiedzi Karambol częstuje mnie opowieścią. Miał kiedyś kumpla, który trafił szóstkę w totka. Działo się to w dalekiej Bydgoszczy. Pochwalił się niepotrzebnie i wkrótce na jego klatkę schodową przywędrowała cała rodzina, wszyscy koledzy i pół Fordonu. Rada dzielnicy domagała się sfinansowania rewitalizacji osiedla. Kumple domagali się imprezy, no a rodzina jest przecież najważniejsza. Niedawny zwycięzca błyskawicznie osiwiał, dostał nerwicy i w końcu walnął szwagra deską do krojenia. Szwagier powiększył grono aniołków, kumpel Karambola poleciał do pudła, wygraną przejęła żona, poświęcając drobną jej część na złożenie pozwu rozwodowego. Chłop siedzi pod celą, a baba uciekła z pieniędzmi, rzecze Karambol.
Jego zdaniem powinienem uważać. Chciwość mnie zgubi.
2.
Wracam do domu odrobinę podchmielony. Toczę zwycięską walkę z dziurką od klucza, może dlatego że mieszkanie jest otwarte. Wchodzę tylko po to, by znienacka zaatakował mnie próg i poprawił podłogą. To prawda, co mówili o tych wszystkich gwiazdach. Dzień dobry, mamusiu!
Zbieram się nie bez trudu. Szumi w głowie, tłucze się serce, jakby w tej chwili dopadł mnie, prócz pijaństwa, ciężar ostatnich dni: martwy Kutavaggio, pobita Kryśka, ogłupiały Emek. Pocieszenie znajduję w denarku zachomikowanym przed Karambolem. Otwieram puszkę. Wstrząśnięte piwo tryska na kurtkę, spodnie i boazerię. Nie martw się, mamusiu, zaraz posprzątam! Zdejmuję buty bez rozsznurowywania. Na bosaka człapię do kuchni, gdzie spodziewam się znaleźć mamusię. Jej jednak nie ma. Późno już, pewno się położyła. Zabieram szmatę spod zlewu i czyszczę przedpokój. Mama musi mnie słyszeć. Opowiadam, co mnie dzisiaj spotkało. Mówię o Krystynie. Tylko niech mamuś sobie nie myśli, że coś z tego będzie. Kryśka jest, no, inna. Poza tym prawdziwy mężczyzna obywa się bez kobiety.
Zaglądam na chwilę do siebie. Mama nie rozścieliła mi łóżka. Gapię się chwilę na puste półki. Nie martw się niczym, mamuś! Niedługo będziemy pływali w forsie. Kupię nowe książki. Bukiniści sprzedają je na metry, same dobre powieści sensacyjne. Tylko frajerzy chodzą do księgarni. Jeszcze głupsi czytają na telefonach, prawda, mamuś? Odpowiada mi cisza.
Odczuwam lekkie ukucie niepokoju. Jest późno, lecz mamusia ma lekki sen i bez przerwy narzeka na moje człapanie. Pokój z telewizorem jest pusty. Łóżko mamine zaścielone. Odstawiam denarka. Zalewa mnie fala gorąca, po której przychodzi chłód. Obiegam całe mieszkanie. Zaglądam nawet do szafy. Przysiadam. Natychmiast wstaję. Sprawdzam pod oknem, za łóżkiem, jakbym szukał kota. Co się stało? Matka mi przepadła.
Wybieram jej numer. Po kilku sygnałach włącza się poczta głosowa. Dzwonię ponownie i biegam po mieszkaniu. Nigdzie nie ma jej telefonu.