Przymykam oczy i czekam na cios.
3.
Gdy czekamy na cios, ten nigdy nie pada i tak jest też tym razem. Po prawdzie mógłbym tkwić tutaj aż do Zielonych Świątek, oklepany jak druhna po weselu. Rozwieram spuchnięte ślepia, mgła się rozwiewa i widzę ochroniarza leżącego na podłodze bez przytomności. Znam się na tym i wiem, że prędko nie wstanie. Czuć lekki swąd spalenizny.
Nad ochroniarzem w pozycji wojownika — lekko ugięte nogi, prawa stopa wysunięta, korpus wysunięty — tkwi moja ukochana matuś, ściskając paralizator. Z korytarza zafrasowany Emek wystawia mokry nos. Pytam, co się stało. Mój głos brzmi nierzeczywiście, jest pełen brudu. Oberwałem paralizatorem z pięć razy i jakoś żyję. Ochroniarz złożył się od razu.
Mamuś odpowiada, że poraziła go tam, gdzie każdego mężczyznę boli najbardziej. Odrzuca paralizator w kąt i już jest przy mnie. Całuje po oczach, bierze twarz w dłonie i lamentuje: co ten niedobry człowieczyna zrobił jej synusiowi?! Jak mógł?! Gdzie tacy się rodzą?! Tak mówi i ściska coraz mocniej mój opuchnięty pysk. Próbuję się uwolnić, tylko sił brakuje. Mamusiu, to boli!
Odskakuje ode mnie. Leci do łazienki, gdzie wciąż leżałaby związana, gdyby nie Emek. Wraca z rolką papieru i perfumami Kutavaggia. Pewno kosztowały średnią krajową. Matuś nasącza nimi papier jak wodą utlenioną i rwie się, by przemyć mi gębę. W międzyczasie Emek pochyla się nad nieprzytomnym ochroniarzem. Martwi się, czy wstanie. Mamusia ma dobrą radę: niech Emek weźmie drukarkę i roztrzaska mu ją na głowie. To powinno pomóc.
O dziwo, Emek wręcz pali się do tego zadania. Muszę go powstrzymać. Proponuję, byśmy natychmiast stąd poszli. Mamusia nie chce o tym słyszeć. Zaraz zadzwoni po policję, pogotowie, straż miejską i pożarną oraz, przypuszczalnie, Gwardię Szwajcarską. Odpowiadam: tak nie można. W tej chałupie był już jeden trup. Ten gość tutaj ledwo dycha. To nie jest miejsce dla porządnych ludzi.
Nie czekam na odpowiedź. Stawiam pierwszy krok. Chyba wszystkie nerwy powyłaziły na wierzch, noga tak spuchła, że zaraz rozsadzi nogawkę wranglerów. Brakuje sił, żeby schylić się po telefon Kutavaggia. O dziwo, podaje mi go Emek. Proszę o pomoc. Daje mi swoje ramię. Mamusia ujmuje mnie z drugiej strony.
Wlokę się, holowany przez staruszkę i narkomana.