1.
Niestety, nie obyło się bez wizyty w szpitalu i na komendzie. Prześwietlono mnie, nałożono szwy i poczęstowano dobrą radą: powinienem poleżeć z tydzień na obserwacji. W moim wieku trzeba się bardziej oszczędzać. Neurolog który wygłosił tę mądrość, wyróżniał się kaskadą podbródków malowniczo opadających na pękaty kałdun. Zapytałem, czy jego zdaniem dostałem łomot na własne życzenie. Posadzili mnie na łóżku. Przez godzinę udowadniałem, że potrafię złączyć ze sobą dwa własne palce, i wypisałem się do domu.
Z policją nie poszło już tak różowo. Próbowali mnie przestraszyć. Sugerowali nawet, że to ja zabiłem Kutavaggia. Dzień, w którym zginął, spędziłem w Balatonie na oczach klientów i poliamorycznego Barytona, więc mogli mi skoczyć. Przeszli do rozpierduchy w mieszkaniu Kutavaggia. Otóż nie mam pojęcia, odpowiedziałem. Piłem przez ostatnie dni, film mi się urwał i jeszcze oberwałem w głowę. Kto mnie sprał i gdzie, tego niestety nie wiem. Mówiłem tak, patrząc w oczy zmęczonego policjanta, który nawet nie udawał, że mi wierzy, tak jak ja nie udawałem, że mówię prawdę. Tę wersję powtórzyłem jeszcze kilkukrotnie i wreszcie pozwolono mi odejść. Już w drzwiach gliniarz pogroził mi zadbanym paluszkiem i wymamrotał, że jeszcze mnie dopadnie. Życzyłem mu powodzenia. Wróci do domu, napije się taniej whisky i spróbuje zapomnieć. Przecież mu nie zależy. Co zrobiła policja w całej tej historii?
Nie potrzebowali mojego zeznania, gdyż w pokoju obok produkowała się mamusia, ciesząc się uwagą, której brakowało jej na co dzień. Umilałem sobie czas, obserwując, jak zaaferowane krawężniki donoszą jej herbatkę i delicje szampańskie. Nie mam pojęcia, co im powiedziała, ale jak ją znam, rozwodziła się nad każdym szczegółem swojego porwania, widząc w tym szok, tragedię oraz urozmaicenie monotonnej codzienności. Z pewnością wspomniała o tym, że ją uratowałem, i próbowała wybronić Emka. Zresztą mamuś wmówiłaby tym mundurowym sierotom, że porwało ją UFO. Nikt nie łże tak pięknie jak staruszkowie. Doskonalili się w kłamstwie przez całe długie życie.
Ochroniarz trafił do szpitala, a stamtąd do aresztu. Zrezygnowany przyznał się do zabójstwa, wskazując jednocześnie na okoliczności łagodzące, w tym uroczy charakter naszego Kutavaggia. Wiem to i owo o wyrokach. Za nieumyślne zabójstwo, porwanie mamy i pobicie Krystyny dostanie jakieś piętnaście lat w pudle. Wyjdzie po dziesięciu. Obaj będziemy koło sześćdziesiątki, w sile wieku bądź na progu starości. Zależy, jak spojrzeć. Kto wie, może zejdziemy się i wyjaśnimy sobie to, co pozostało do wyjaśnienia. Będę czekał.
Pod komisariatem mignęła mi Janina. Musiała dowiedzieć się, że zatrzymano mordercę jej brata. Postarzała się gwałtownie i jest teraz zrezygnowaną starowinką o zaniedbanych włosach, w rozpiętym płaszczu, wsparta na lasce i ramieniu syna. Popatrzyła w moim kierunku. Spodziewałem się złości, nienawiści, ale w jej oczach dostrzegłem tylko smutek.
Najlepiej na sprawie wyszedł Emek. Nie wątpię, że podczas zeznań spruł się jak stara skarpeta, wyśpiewał wszystko, co wiedział, i błagał o miłosierny wyrok. Musiał się zdziwić, gdy gliniarze powiedzieli, że wyroki wydaje sąd, a nie oni. W międzyczasie przyszedł jakiś kurator, frajer z opieki społecznej czy inny ekspert od wyciągania za włosy z bagna, i wyjaśnił Emkowi, że pójście na odwyk na pewno spodoba się sędziemu. W ten sposób Emek wylądował w pokoju bez klamek. Łazi po ścianach i je własne palce. Za pół roku wyjdzie czysty, przemaglowany przez terapeutów, a w środku — taki sam, jaki wchodził. Ludzie naprawdę się nie zmieniają. Nie znajdziesz lepszej terapii nad butelkę.
2.
Wypisałem się ze szpitala. Ktoś inny za wszelką cenę chce tam zostać.
Mamusia zachwyca się kolejnym dniem hospitalizacji. Siedzi w pościeli i zajada się ptasim mleczkiem. Na jej łóżku walają się egzemplarze „Naszego Dziennika”, broszurki o świętych oraz kolorowe gazety, w których piszą wyłącznie o tym, jak gwiazdy łamią wszystkie dziesięć przykazań, najlepiej jednocześnie. Radio nadaje pobożne pieśni. Dźwięki te irytują młódkę z nosem w ekranie, za to bawią Krystynę.