Na dźwięk słów ostatnich chmura osiada na wyniosłem czole Romana.

- Tyś winien także!.. ty również!.. To dzieło także twoje! - szepce mu coś w duszy w tej chwili i instynktownie blednie, pochyla się i klęka po dru­giej stronie katafalku.

A Ola ściska, całuje teraz ręce, twarz i zi­mne czoło starca, oblewa je łzami, włosy ojcowskie pieści i tuli swą głowę do serca, co bić już na za­wsze przestało!..

- Ty nie umarłeś - szepce - ty śpisz tyl­ko!.. ty nie umarłeś!.. - powtarza uparcie. - To być nie może - nie może!!..

Powstała z klęczek marszałkowa Warnicka pod­trzymuje wijącą się w bólu kobietę z jednej stro­ny - z drugiej opiekuńczo podpiera ją Ładyżyński.

Wszystkim łzy kręcą się w oczach, jeden Roman tyl­ko nieczułym być się zdaje pozornie, ale twarz jego kredowo - blada i brwi ściągnięte świadczą, iż i on, w tej chwili przynajmniej - cierpi. Klęczy wciąż nieruchomo, myśli...

Poza nim, świadek niemy tej sceny, stoi Kra­snostawski, wzruszony, bezradny. Opodal stary lokaj domowy patrzy osowiały.

- Złoty tatuniu !!.. złoty !!.. - woła znów Ola, prosząco, błagalnie; z przerwami małemi, jękliwy, przeplatany łkaniem, odzywa się bezustannie głos cór­ki-sieroty, a echo jego płynie przez okno w dal, do parku, na step i pola!..

I za głosem zrozpaczonej jedynaczki, hejnałem wspólnym płakać, łkać oto zdają się stare drzewa parku; szumem swych liści drobnych brzoza nad wodą wieść tę powtarza dalej, płacząc sama, a jęk bo­leści, podchwycony akordami przyrody, płynie, płynie w dal...

I wszystko, zda się teraz, za panem swym bo­leje !..