Radość zaś jego wewnętrzna, poza egoistycz­ną samowiedzą przyszłego bytu, miała również na jego obronę, przyznać należy, i szlachetniejszą pod­stawę.

- Teraz będę miał na to, by oddać to, co zna­lazłem - mówił sobie właśnie w tej chwili, trzyma­jąc machinalnie w ręku wysoki kryształowy kielich od wina, a w myślach bezwiednie i niejasno zara­zem układał już względem tego plany na przy­szłość.

- Ukrytym celem życia mego będzie znaleźć, odszukać koniecznie zagadkowego właściciela zgubionych dwudziestu siedmiu tysięcy - szeptał cicho Roman do siebie, - a oddawszy mu jego pieniądze, oczyścić się w ten sposób z plamy prze­szłości!..

- Muszę ją zmazać! Czystym być muszę!.. - z siłą powtórzył głośniej. - Choćbym miał świat z posad poruszyć! - dokończył z mocą i umilkł, a równocześnie w piersiach jego zapalała się teraz jakaś gorączka czynu.

Zdawszy zaś sobie natychmiast sprawę z tego stanu swego, Dzierżymirski poruszył się w pościeli swej niespokojnie.

- Tak, ja go znajdę! - mówił sobie w myśli dalej. - Znajdę, dla tego choćby, iż nie unikać bo­jaźliwie, jak dotąd, ale śmiało szukać go będę. Ale... - tu Roman zatrzymał się w myślach, - ale, by do­piąć tego - powtórzył - wszak muszę wypłynąć na arenę szerszą świata!.. Bo przecież tu, choć będę panem Gowartowa, nic przecie w tym względzie uczy­nić nie zdołam!..

- A więc - gdzie ?.. - dręczyć go, męczyć poczęło pytanie. Dzierżymirski brwi zmarszczył.

Powtórnie, znowu poczuł w sobie jakąś nieprzepartą chęć czynu, a równocześnie zrozumiał nagle, że radość jego chwilowa, przelotna z odziedziczenia majątku była słomianym tylko ogniem!

Bo, rzeczywiście...

Ambicya bowiem, czasem źle umieszczona - pojęta, lecz jedna i ta sama zawsze, która dotąd pchała go ślepo naprzód, i teraz, choć został panem i zdobył, czego pragnął, ukaże mu niewątpliwie inne znów braki obecnego położenia, "iść" naprzód każe, wynieść się ponad drugich zachęcać będzie - nurtująca, despotyczna - nie pozostawi go w spokoju!