Dzierżymirski tymczasem powracał już do gościa swego, a przeprosiwszy go raz jeszcze, dodał na pozór niedbale:
- To właśnie książę-ordynat B... nie zna pan?... Miał do mnie interes bardzo pilny... Tu znów - wskazał na otrzymaną przed chwilą korespondencyę, - zaproszenie na ogólne zebranie akcyonaryuszów jednej z naszych kolei. Dziś mam pięć sesyj... - ciągnął dalej w tym samym tonie, - tam - uczynił głową niewyraźny ruch ku drzwiom, - czeka masa interesantów... Wszystkie godziny dnia policzone...
- Wobec tego - zatrzymał się znowu Roman - nie wiem doprawdy - mówił zwolna - czy przyjąć mogę tak zaszczytny wybór panów... Po prostu nie mam w ogóle czasu... Nie, nie mogę !
Cień przeszedł po obliczu nieznajomego, chciał coś zaprotestować, lecz Dzierżymirski już mówił:
- Przykro mi tylko, iż panowie z tego powodu ambaras prawdopodobnie mieć będą... - zatrzymał się chwilę i wskazał na trzymaną do niedawna, w ręku odezwę jednego z pierwszorzędnych akcyjnych towarzystw węglowych, w której donoszono mu właśnie o wyborze go podczas ostatniego zebrania akcyonaryuszów na przewodniczącego w komisyi rewizyjnej.
- Lecz wyznać muszę - ciągnął dalej i uśmiechnął się przy tem z lekka, - że nawet czynność, proponowana mi przez panów, zastaje mnie całkiem nie przygotowanym. Po prostu - tu po wargach Romana przemknął powtórnie uśmiech - dziedzina to rzeczy, dla mnie nie tak dokładnie i zupełnie znanych... Terra incognita... - skłonił głowę ruchem lekkim - stanowiska podobnego nie miałem jeszcze dotąd...
I Dzierżymirski zamilkł na chwilę poczem swobodnie dorzucił:
- Ale! prawda... Zapomniałem jeszcze powiedzieć szanownemu panu... Za parę dni wyjeżdżam na czas dłuższy za granicę, dla wypoczynku.
Roman zatrzymał się i pytająco spojrzał na gościa swego.
- O!.. to najmniejsza... - odparł szybko przemysłowiec - czynność komisyi w roku bieżącym wypada dopiero za miesięcy kilka, a odbywa się w ogó1e nieczęsto... Co zaś do pierwszego punktu... rzecz to również małej wagi...