Posunąwszy zaś banknot ten z lekka ku siedzą­cej, rzekł tylko:

- Służę pani!

Poczem, gdy pieniądz ów schowała, obsypując ofiarodawcę swego potokiem słodko przyprawionych komunałów, zadzwonił na lokaja:

Posłuszny, zjawił się sługa za chwilę.

- Proś pana hrabiego! - rozkazał Dzierży­mirski.

- Już wyszedł. Mówił, że wpadnie kiedy indziej, bo czekać więcej nie miał czasu... Kazał prze­prosić jaśnie pana, bardzo i zostawił tu bilet swój, na którym coś napisał, - i przy tych słowach lokaj podał bilet.

Roman rzucił nań okiem...

Pani Wygrzywalska jednak przerwała mu czy­tanie. Do swej roli wracała powtórnie.

- Przepraszam bardzo szanownego pana pre­zesa - poczęła mówić swym poprzednim tonikiem ­- ale wiedzieć chciałam właśnie, jak adresować mam przy zwrocie tej kwoty, tak wspaniałomyślnie, szlachetnie, mi udzielonej... Pan prezes podobno na dłu­go wyjeżdża?..

Roman na te słowa uśmiechnął się złośliwie i odparł: