Bo Dzierżymirski poza licznemi zajęciami swemi społecznej natury, czynił dotąd niemal bez skutku wszystko, aby zrzucić z siebie, już raz na dobre, gnio­tący go skrycie ciężar wspomnienia!..

Podawał więc kilkakrotnie nad wyraz przebie­gle i sprytnie ogłoszenia w pismach, nie tylko w kra­ju, ale i za granicą, w nadziei, iż wpadnie na trop właściwy.

Sam pozatem odbył kilka tajnych wycieczek do ludzi, o których wiedział, że zgubili niegdyś, bez znalezienia, sumy większe...

Zbadawszy ich jednak podstępnie, z ostrożna, wracał zawsze z niczem. Zagadka trwała.

Teraz wreszcie również, nie dalej, jak za dni już kilka, postanowił Roman raz jeszcze uczynić pró­bę w tym względzie i wyjazd za granicę, zapowiedziany przezeń, dla wypoczynku, "de facto" był związanym ściśle z tą tylko samą, wiecznie jedną, sprawą.

Przechadzający się wciąż szybko po gabinecie Dzierżymirski, w chaosie jątrzących go myśli i wspomnień, schwycił się nagle za głowę i szepnął do sie­bie przejmująco:

- Och, czemuż, czemuż, na Boga, natura obda­rzyła mnie sumieniem tak czujnem, wrażliwem, czemu?.. Byłbym położenie moje brał filozoficzniej, prościej... Wszak z pieniędzy znalezionych w rzeczy sa­mej korzystałem tak mało! Przegrałem je przecie wszystkie w Monaco, do ostatniego grosza, a wygra­łem z pieniędzy zupełnie innych! - sofizmat, niezmien­nie ten sam, powracał w umyśle Romana.

O ile jednak dawniej pocieszał on go chwilami, teraz, dziś - nie działał już bynajmniej.

Dojrzalszy obecnie, w niejednem jeszcze prze­kształcony życia szkołą, patrzący z odległości lat kil­ku zimniej daleko na uczynek swój własny "przywłaszczenia", Dzierżymirski, nie wyzbywszy się do­tąd wcale wszczepionych silnie w dzieciństwie zasad uczciwości, nieprzejednanej, prawej, czystej, - rozu­miał, iż, pomimo pochłonięcia cudzego złota przez ja­skinię gry i dotychczasowej bezkarności - zbłądził, i że wina jego zgoła nie była mniejszą. Czuł, że życie moralne wykoleiło go niemiłosiernie, i cier­piał...

Roman przetarł ręką rozpaloną głowę; atak apatyi nerwowej pesymizmu, żalu i goryczy, szeroką falą napływał znowu do duszy jego.