W tej samej chwili na ściennym zegarze wybiło wpół do pierwszej. Roman się wstrząsnął.
Sesya, obowiązki, przodownictwo społeczne - trzeba być silnym!.. Odpocznie później, gdy wyjedzie - za dni parę, teraz odwagi!.. spokoju!..
I uczyniwszy nad nerwami swymi i myślą wysiłek, Dzierżymirski wyprostował się. Rzuciwszy opodal do połowy spopielałe, cygaro, począł porządkować śpiesznie porozrzucane na biurku papiery.
W tej samej chwili do drzwi zapukano trzykrotnie. Roman drgnął i odwrócił się. Poznał sposób stukania żony, co dzień bowiem, o tej porze, Ola zwykła była odwiedzać go po pracy.
- Entrez!.. - rzucił donośnie i czoło jego wypogodziło się natychmiast.
Ma ją przecież, najdroższą żonę, podporę-kochankę i przyjaciela ! Wszak wzajemnie nie posiadają przed sobą żadnych tajemnic, prócz jednej - jedynej!
Przez próg komnaty do gabinetu wchodziła już Ola, ubrana do wyjścia, w kapeluszu i sukni, skrojonej elegancko i szeleszczącej jedwabiami spódnic.
I ona od lat tych pięciu nie zmieniła się prawie. Wypiękniała tylko jeszcze bardziej, bujniejszemi stały się kształty i linie jej ciała, ponętniejszemi, w całym swym czerwcowym rozkwicie, lat już niespełna trzydziestu.
Z uśmiechem, przywitali się małżonkowie; Roman ucałował żonę w czoło i zapytał:
- Dokądże to tak moja pani?