- Ale, a propos, musisz się tem zająć, Oluniu, bo ja, doprawdy, czasu nie mam. Dziś, lub najdalej jutro, wysyłamy zaproszenia do wszystkich naszych znajomych... W sobotę damy raut pożegnalny... J'es­pere, że nic nie masz przeciwko temu, moje życie ?..

- Ależ, naturalnie!.. - pośpieszyła z zapewnie­niem Ola, - lecz musimy przecież złożyć wizyty...

- Nie ja, nie ja, cherie!.. To ty za mnie nie­odzownie zrobić musisz, kochanie... Kto nie przyj­dzie - pal go licho!.. A zresztą, pas de crainte, stawią się wszyscy...

- Dlaczego nie chcesz jechać ze mną?

- Nie nie chcę, lecz nie mogę. Mam przed wyjazdem jeszcze zajęcia huk! Nie możesz mieć na­wet wyobrażenia, moja droga, co to znaczy wyrwać się na miesięcy kilka, jak tego pragnę, z tego kołamych rozlicznych obowiązków - c'est un vrai tour de force!.. - Dzierżymirski zamilkł na chwilę, poczem kończył:

- Bo pomyśl tylko... Tu znaleźć na czas ten cały zastępcę, tam znów wycofać się zręcznie, by nie obrazić nikogo i załatwić wszystkie czynności już z góry... Więc chyba rozumiesz teraz, iż w wizyty światowe bawić się nie mogę, najwyżej do kilkuna­stu wybitniejszych osobistości, i koniec.

- Ależ dobrze, już dobrze, nie tłumacz się, nie broń - zrobię wszystko, mój władco i panie! - z uśmie­chem, pocieszyła go Ola. - Pytałam się tak tylko... Czy wracasz dziś na obiad ?..

- Pas possible! - odparł Dzierżymirski sta­nowczo. - Akurat o szóstej zebranie nadzwyczajne akcyonaryuszów i komitetu nowego przedsiębiorstwa, wiesz, Komercyjno -Agronomiczny Związek krajowy... Zjem na mieście.

- A wieczorem? - pytała dalej Ola.

- Muszę być koniecznie u księcia Artura, w sprawie budowy nowego kościoła Św. Jana Chrzci­ciela; zebranie prywatne w jego mieszkaniu - obie­całem.