- Nie, pani, jadę tam dopiero za parę tygodni...

- Pozna pan zatem Ukrainę, - ciągnęła da­lej swobodnie młoda kobieta, - kraj to cudny, śli­czny, zobaczy pan... Ja go tak lubię, tak kocham, z całego serca!.. - kończyła, z ożywieniem.

- Ot bynajmniej nie jest mi obcą Ukraina -­ pośpieszył z odpowiedzią Topolski. - Zaznałem już jej uroku, bywałem bowiem u stryja dawniej, et je suis tout ŕ fait de votre opinion madame, c'est un pays charmant... Tyle wdzięku, cichego czaru, w tych drzemiących stepach i polach, tyle poezyi, w jej dumkach, a tyle, tyle tęsknoty we wszystkiem!.. - z zapałem, wygłosił ostatnie słowa Topolski.

Ola, po raz pierwszy, spojrzała nań uważniej. Twarz młodzieńca w tej chwili pozbyła się całkiem nałożonej konwenansowej maski światowca, złago­dniała jakby i wypiękniała.

Przesunąwszy uważnie swe rozumne spojrzenie po twarzy swego nowopoznanego sąsiada wiejskiego w przyszłości, Ola zdziwiła się w duszy niepomier­nie, tymbardziej, że nie poza bynajmniej, ale przeci­wnie, szczerość w ostatnich słowach jego dźwięczała. Nie spodziewała się podobnego zwrotu w rozmowie banalnej przeciętnego salonowca, za jakiego wzięła nowego gościa, zamyśliła się zatem chwilę, umilkła, i dopiero, w parę minut później, przypomniawszy snać sobie obowiązki gospodyni, uprzejmie bardzo zwró­ciła się do Topolskiego.

- Gawędzę z panem, et j'oublie tout ŕ fait, comte, que vous connaissez ici trčs peu de monde... Wszak prawda? Przyjechał pan dni temu parę zaledwie... Przedstawię pana... donnez moi votre bras, s'il vous plait.

Z wdziękiem, Topolski podał natychmiast Oli swe ramię, rozpływając się jednocześnie w podziękowaniach, grzecznościach i zasypując zręcznymi kom­plementami młodą kobietę... Uprzejma gospodyni tymczasem prowadziła go ku grupie siedzących star­szych dam. Im naprzód przedstawiwszy gościa, ski­nęła następnie na jednego z kręcących się bezczyn­nie młodych ludzi, a zapoznawszy z nim swego pro­tegowanego, poleciła zaprezentować go młodszym pa­niom i pannom.

- Comte Topolski... hrabia Topolski... monsieur le comte Topolski...- rozległo się po chwili tu i tam po salonach, w milknącym właśnie rozmów gwarze, tło fortepianu bowiem, stojącego na zaimprowizowa­nej estradzie, zbliżała się w tej samej właśnie chwili sławna artystka, śpiewaczka włoska...

Akompaniować jej zamierzał znany profesor i muzyk.

Topolski zaczął przyciszonym głosem zabawiać grupę pań i panien, wespół z wyfraczoną i wymuskaną młodzieżą, uwaga zaś powszechna zwróciła się jednocześnie na młodą i piękną Włoszkę.