Dzierżymirski nieuczciwy? Jak to?.. Prezes, wiceprezes, człowiek czynu, energii, żelaznej woli, nasz najzdolniejszy, znany i poważany w szerokich kołach miasta?..
Jakaś pełna zgrzytów, piekąca ironia roześmiała się na glos w duszy Romana.
- Ha-ha-ha!.. ha-ha-ha !.. Oszukujesz ich ty!.. Ty, czczony, wielki! Zasypujesz im oczy błyszczącym piaskiem, kpisz sobie w duchu z nich wszystkich!..
Roman wstrząsnął się... W przywidzeniu nagłem ujrzał on te klasy, sfery - tych wszystkich, przechadzających się przed nim, strojnych ludzi, unikających jego wzroku, ukłonu, uchylających się od podania mu ręki, ze wzgardą zimną, suchą na obliczu...
I Dzierżymirski, wzburzony nagle, podniósł głowę hardo, wstrząsnął bujną czupryną, śniada twarz jego przybrała wyraz energii, oraz niezłomnej woli, i wyszeptał:
- Nie dam się, nie dam!.. - zacisnął instynktownie pięści i dokończył ciszej jeszcze: - Korzą się oni przede mną, kornymi zostaną; bo ja tak chcę i tak być musi!..
Dzierżymirski bowiem w tej chwili nie bał się rzeczywiście ciemnej, nierozwiązanej jeszcze życia zagadki - ufał w siebie!..
W ukryciu swem, niedostrzeżony przez nikogo, stał długo jeszcze... Uspakajał się stopniowo, a z równowagą umysłową, wywalczaną zwykle wolą żelazną - codzienny, tajony przed drugimi, smutek, pełny samowiedzy, po raz setny znowu wstępował do duszy jego.
- Galernikiem jestem!... - szepnął Roman z goryczą. - Nie tym, z piętnem ludzkiej sprawiedliwości na czole, potępianym, ale może gorszym jeszcze, bo moralnym - tym, któremu honory pod nogi rzucają hojnie, a on je z rumieńcem wstydu ukryć by rad przed sumieniem, lecz nie może!. W ciemnię zagadki wpatrzony błędnie, wijący się bezustannie w ducha rozterce, niewolnikiem błędnego koła przeznaczenia własnego jestem, bryzgającym światu fałszem mego "ja", potrafiącym go odurzyć komedyą, graną znakomicie, nie mogącym zaś, niestety, zagłuszyli tylko - siebie!..
(przypis - tu książką jest spalona, elementy wzięte w nawias kwadratowy są dokończeniem wyrazu, bądź oznaczeniem przerwy w tekście)