Ola z lubością wciągnęła w piersi oddech wiosennej nocy, poczem rzekła:

- Ach, jak przyjemnie... czujesz, Romciu? Co za miły i świeży powiew!..

Dzierżymirski, palący w zamyśleniu papierosa, spojrzał na wdzięczną postać żony, opiętą zgrabnie w śliczną dekoltowaną suknię, i dłużej zatrzymawszy na niej spojrzenie, milcząc, z uśmiechem skinął pota­kująco głową; po chwili zaś rzucił papierosa precz od siebie i przysunąwszy fotel bliżej do kanapki; gdzie siedziała Ola, położył miękką dłoń swą na jej małej rączce.

- Wiesz, kochanie - rzekł łagodnie i z wolna - ­że ja już jutro do Paryża jechać muszę...

- Już jutro?.. - wykrzyknęła ze zdziwieniem Ola. - Mieliśmy jechać razem do Gowartowa - do­dała następnie z żalem - a ty za granicę dopiero później...

I oczy Oli pociemniały nieco, na twarzy zaś odbił się cień widocznego jakby rozczarowania. Dzierżymirski uśmiechnął się na tę minkę niezado­woloną.

- Dba jednak o mnie i kocha... - przemknę­ło mu przez myśl, poczem łagodnie, głaszcząc dłonią rączkę Oli, mówił pieszczotliwie znów dalej, paliły go już bowiem gorączką: list schowany w kieszeni i nadzieja wpadnięcia może na tak dawno poszukiwa­ny trop.

- Wierz mi, zwlekać nie mogę, muszę jechać natychmiast... ­Zresztą przyjadę do Gowartowa później.

- Ależ wczoraj jeszcze - żachnęła się Ola - mówiłeś mi, że nic tak dalece pilnego nie powołu­je cię...

- Ho-ho gniewy!.. - zauważył lekko i żarto­bliwie Dzierżymirski. - Cóż to, może moja pani chciałaby mnie mieć tak ciągle ŕ ses trousses?.. - I mówiąc to, powstał, zbliżył się do żony, a ująwszy jej obie dłonie, położył je uśmiechnięty sobie na twarzy i wargami muskać począł delikatnie, bawiąc się jednocześnie brzęczącemi na rączkach Oli branso­letkami.