- Nic! - odrzekł bezbarwnie, głosem twardym.
- Być nie może? - zadziwił się Roman, jak mógł najszczerzej. - I pomyśleć - ciągnął swobodnie - że ja tam w kraju tyle przeróżnych rzeczy o panu słyszałem...
Urażony jakby tem, co usłyszał, Orlęcki zapytał z kolei sucho:
- No, i cóż takiego, ciekawym, wymyśliła na mnie luba opinia, czy wiedzieć mogę?
Roman niecierpliwie poruszył się na krześle.
- Cóż u licha! - pomyślał - czynię dotąd tyle, i prawda wciąż wymyka mi się sprzed nosa...
Po chwili zaś, jak gdyby nagle na coś zupełnie już stanowczo zdecydowany, odpowiedział z wolna, przetarłszy przytem ręką czoło:
- Och!.. potem o tem... Teraz znowu powrócić muszę do jądra zajmującej nas kwestyi. Pragnę dać panu posadę... Czy wolno zapytać - jakie są jego mocne - zaakcentował - kwalifkacye fachowe?..
- Fachowych ściśle żadnych - przerwał niezadowolonym trochę głosem Orlęcki. - Posiadam jednak języki: angielski, francuski, rosyjski i niemiecki, oraz zdobyte pracą i praktyką obecną - rachunkowość i buchalteryę - w banku, gdzie urzęduję i skąd w razie potrzeby otrzymać mogę świadectwo odpowiednie.
- A! - zadziwił się mimo woli Roman - to dobrze... to bardzo dobrze...