Nie dokończyła... Trel gwałtowny przebiegł, jak dreszcz, po klawiszach, spojrzenie zaś młodej kobiety, które dojrzał Topolski w półcieniu i blask jego, co, jak pieszczota, przesunął mu się po twarzy, zadały kłam wyraźny wymówionym przez Olę słowom. Topolski zapomniał o nich. Zapamiętał wzrok tylko i pokorny na pozór pochylił się ku rączce Oli.
- Przepraszam stokrotnie!.. przepraszam!.. - i pocałował biegnącą po fortepianie białą rączkę, wychylającą się z fałdzistego rękawa - wyżej łokcia. - Przeprasza się niżej! - rzuciła żartobliwie Ola.
- Ciemność winna temu... -- rzucił lekko Topolski.
Milczenie parku i domu przerywały teraz tylko tony fortepianu, coraz namiętniejsze jakby, gwałtowne, burzą ognistego zapału i pragnień wstrząsające spokojną ciszą, oraz nerwami dwojga ludzi, słuchających tej orgii dźwięków rozpasanych, zamkniętych w złocone ramy artyzmu i techniki.
Głos Topolskiego wkrótce przeszedł w szept przyciszony, pieszczotliwy, miękki. Z dala odzywało się jednostajnie, co sekund kilka, uderzenie kul na bilardzie zajętego wciąż karambolami pana Emila... I Topolski, flirtując tak dyskretnie z Olą, podsycającą półsłówkami słów jego igraszkę, od czasu do czasu wysyłał spojrzenie przelotne na wywiady, czy pan Emil przypadkiem nie wraca; lecz ten nie myślał o tem wcale.
Widząc to, Topolski przysunął się bliżej do młodej kobiety. Ruch ten jednak zauważyła Ola i widać chęć przekorna sprzeciwienia się mężczyźnie przebiegła jej nagle przez główkę, bo odezwała się w tej chwili:
- Chciałam właśnie, oto zagrać panu coś przepięknego, i zapomniałam... Masz tobie! - zatrzymała się. - Trzeba zapalić świecę! - dokończyła, z filuternym uśmiechem.
- Ale, cóż znowu? - podchwycił Topolski. - Po raz pierwszy dostrzegam u pani - ciągnął niezadowolony widocznie - brak odczucia nastroju chwili danej... Tak mi miło było słuchać gry pani w tym właśnie półcieniu, tak znakomicie godzącym się z muzyką i ciszą wieczorną.
Śmiech szczery Oli rozległ się w tej chwili. Zapaliła świece i rzekła swobodnie:
- Cóż robić! widzi pan teraz, że wcale nie jestem doskonałością.. Nareszcie pan sam empirycznie przekonał się o tem. A mówiłam tyle razy...