Urwała, i otworzywszy nuty, dotknęła się ręką klawiatury.

- Niedobra pani... - nadając głosowi brzmienie pociągające, łagodne, przemówił Topolski. - Niedobra! - powtórzył ciszej, i podniósł do ust, jej dłoń.

- Z okazyi czego - zaśmiała się Ola.

Topolski na pytanie wprost nie odpowiedział, lecz mówił dalej:

- Rozwiała mi pani złudzenie! - umilkł na chwilę.

Pytająco spojrzała nań Ola.

- Tak jest - powtórzył mężczyzna - bo uwierzy pani, jak dziwnego doznałem wrażenia, gdy oto tak przed chwilą siedzieliśmy w zapomnieniu, ciszy, przy fortepianu dźwiękach - zupełnie sami...

- No, ciekawam? Cóż panu się zdawało? - ironicznie nieco rzuciła Ola, a oderwawszy zarazem ręce od klawiatury na chwilę, słuchała, patrząc mu w oczy przeciągle:

- Po prostu zdało mi się, iż jesteśmy mężem i żoną...

- Tylko tyle? - zaśmiała się Ola złośliwie. - ­No, po prologu spodziewałam się czegoś nadzwyczajniejszego przyznaję! - dorzuciła lekko, a odwróciwszy spojrzenie, ułożyła zeszyt nut na stalugach for­tepianu, i znów grać poczęła, tym razem coś smęt­nego, kojącego jakby - pełnego cichej tęsknoty...