Oczy jej przymknięte - zemdlała!..
Topolski zatrzymuje się. Z miłością bezbrzeżną, pragnieniem, spogląda ciągle na Olę... Krew uderza mu nagle do głowy!..
- Mój ty skarbie najdroższy!.. moje ty wszystko!.. - szepce drżącemi usty, i jak szalony, całować, pieścić poczyna jej wargi, oczy i ciało!..
W kilka minut później, dopada cienistej altany i niknie, ginie w jej głębiach... Niedyskretny, ciekawy wsuwa się za nim księżyc blady, a kopuła altany, mieniąc się od jego promieni, drży leciutko - tajemnicza...
W dalekim zakątku parku znów cicho...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Koło płonącego pałacu natomiast ruch panuje nie do opisania.
Co chwila od pobliskiego stawu i z powrotem pędzą galopem konie, wiozące beczki z wodą; wszystkie miejscowe sikawki są w ruchu, dyrygujący zaś parobkami i służbą ekonom Gowartowa kręci się, jak mucha w ukropie, krzyczy, gniewa się, rozkazuje...
Mężczyźni zalewają wodą dach, płonące belki, wdrapują się na piętra, wyrzucają oknami nietknięte jeszcze przez ogień pałacowe meble. Zbudzone wiejskie kobiety, w ponarzucanych płachtach i koszulach, przypatrują się bezmyślnie pożarowi, gwarząc z cicha pomiędzy sobą, lamentując, złorzecząc...
Grupa ich wystraszona rzuca się nagle w bok, z okrzykiem...