- Aaa!.. zadziwił się głośno przy jednym z nich, poczem odłożył wszystko na bok.
- Frak od krawca przynieśli? - zapytał jeszcze - wyprasowany?
- W sypialni u jaśnie pana powiesiłem - objaśnił mały lokajczyk.
- Dobrze. Siedź tu, smyku, i nie łobuzuj się!.. rzekł Ładyżyński, a minąwszy przedpokój, zatrzasnął za sobą drzwi od gabinetu, prowadzącego do sypialni i ubieralni, gwiżdżąc jednocześnie pod nosem aryę z modnej podówczas operetkowej premiery.
Jako szanujący się kawaler, pan Emil, stale żadnego wieczoru nie przepędzał u siebie w domu. Dziś zatem również wybierał się na raut artystyczno-wokalno-literacki, punktualnie rozpoczynający się już o dziesiątej.
Dziewiąta właśnie biła na kilku zegarach w mieszkaniu, pan Emil więc, znalazłszy się w gustownie umeblowanej sypialni, przystąpił natychmiast do tualety swej wieczorowej.
W tym celu wygodnie zasiadł na foteliku przed małą gotowalnią, przepełnioną wytwornymi, w srebrnych pudełkach i przykrywkach, przyborami tualetowymi.
Gdy tak stoliczny bywalec drobiazgowo i systematycznie stroił się na raut, marszałkowa, po wyjściu ostatnich, zapóźnionych, gości, przykazawszy pogasić światła, odpoczywała na kanapce znużona, po dniu tak pełnym dla niej zmęczenia i wysiłków. Oparłszy głowę o poduszki mebla, pani Melania, położyła się, i wyciągnąwszy wygodnie swe członki, przymknęła powieki, stan zaś błogi nie krępowanego niczem spoczynku owładnął nią bezpodzielnie.
Jak szum niknący, daleki, w uszach jej tylko brzmiał jeszcze gwar prowadzonych do niedawna rozmów, dolatywały urywki z dali, a przed oczyma majaczyły, zmieniając się kolejno, postacie, zaludniające w ciągu kilku godzin jej salony...
Ponownie zatem widziała przed sobą staruszka w sąsiednim pokoju tłum elegancki, rozbawiony...