Krasnostawski milczał.

- Pieścili dziewczynę - ciągnął w tym sa­mym tonie Ładyżyński - upodobała sobie Dzierżymirskiego - wara! Tego, owego - odmówili... To trudno, panie, kobiety także mają serca i tempera­ment... Zachciało się Oli ładnego chłopca - nie dali jej go - wzięła go sobie sama, a raczej wziąć się pozwoliła... Niech Januarek lepiej dziękuje i śpiewa Hosannę na wysokościach, że bez plebana się nie obeszło! Lub niechże nawet gniewa się, i wydziedziczy córunię, lecz nie lamen­tuje, bo to i nie po męsku, i wcale nie ma sensu! Dixi. To moje zdanie. Cóż na to pan, panie Bole­sławie, herbu Rawita?..

Krasnostawski zżymnął się niecierpliwie; de­nerwował go zwykle ton rozmowy Ładyżyńskiego, dziś jeszcze bardziej rozgniewał go przycinek "herbu Rawita", będący widoczną alluzyą do używanych niegdyś przez niego biletów wizytowych: Rawita-Krasnowstawski. .

Podrażniony zatem, siląc się na spokój, odparł zimno:

- Przepraszam, ale całkiem inaczej i zupełnie przeciwnie zapatruję się na tę sprawę, oraz rozumiem doskonale pana Januarego.

- Ha-ha-ha-! nie masz pan za co przepraszać, wiedziałem tylko, że i z kochanego pana tak­że romantyk; w takim razie w korcu maku dobra­liście się razem z Januarym... Wobec tego, ja w Gowartowie zgoła potrzebny nie jestem, doskonale się tam obadwa rozumiecie...

- Ale, cóż znowu! - przerwał żywo Krasno­stawski, bojąc się, czy czasem mimo woli nieostrożnem słowem nie zepsuł danego sobie polecenia. - Mogę być tych samych zapatrywań na tę sprawę, co i pan Gowartowski i odczuwać jego charakter, lecz przecież w żadnym razie nie potrafię zastąpić szanownego pana, który jest tak dobrym jego przyjacielem...

- No tak, tak..., - urwał z kolei pan Emil - "Wszystko ginie bez litości, nic stałego na tej ziemi, prócz przyjaźni i miłości;" to wszystko nader pięknie brzmi i wygląda, lecz mego zdania, ja osobiście ­nawet dla przyjaźni zmieniać, niestety, nie uważam za stosowne. Czy zaś ono Januarciowi się spodoba - grubo wątpię..

Dorożka w tej samej chwili zatrzymała się.

- No, kochany mój panie Bolesławie, addio!.. - odezwał się protekcyjnym nieco tonem Ładyżyński ­podając Krasnostawskiemu rękę.