Sielanka

Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą — —

Niepomni świata, ludzi, czasu i przestrzeni,

Nie słyszeli, co świerki nad głową ich gwarzą,

Nie widzieli, że słońce gór szczyty rumieni,

Nie czuli, że chłód bagien, snując się już w lesie,

Białą, wilgotną zmorą pada na pierś ziemi

I że to mech puszysty pod ich stopą gnie się,

Tłumiąc odgłosy kroków pieszczoty miękkiemi1,

I że oto na niebie, z wolna i nieśmiało,