Noc błysnęła skrą złotą, drobniuchną i małą,

I majestat swój mnożąc wciąż większym gwiazd rojem,

Przestwory napełniła ciszą i spokojem.

Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą,

A jak ważki złociste nad wodą się ważą,

Oni, oczy swe jasne zwróciwszy do wnętrza,

Badali, która chwila dla duszy jest świętsza:

Czy gdy jeszcze pożądań roi sny najsłodsze?

Czy gdy już śnieżne pióra o krwi pożar otrze?

Czy może kiedy rozkosz dreszczem przejmie ciała,