A ona precz odchodzi, powiewna i biała?...

Nad tym oni dumali jak u bliźniąt we śnie

Każde dla siebie tylko, jednak tak współcześnie,

Że gdy szyszka z szelestem upadła na chrusty,

A oni przystanąwszy ust szukali usty,

I wzajemnie na licach opierając lico,

W sercach sobie czytali zwiększoną źrenicą —

Byli, jak przeciw sobie stawione zwierciadła,

Między które płomienna pożoga upadła

I jasno się w nich pali i po tysiąc razy