I oboje nas potem, po swoim powrocie

Rzuca na pastwę strasznej, bezbrzeżnej tęsknocie

Za tą kąpielą dziwną, za szczęsnością oną

Przeczuwaną zaledwo, a tak upragnioną...

Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą

Jak anioły, gdy w niebie ziemską miłość marzą,

Szli, nie wiedząc u kogo, u dnia czy u nocy,

Na to swe utęsknienie szukać im pomocy?

Szli oparci o siebie, cisi...

A tymczasem