— Przecież słyszałem!
— To, pewnie, tylko tak sobie...
— Właśnie... Niech się pan wystrzega...
Oko dozorcy na chwilę znikło, potem znów zjawiło się i starzec zaczął mówić uprzedzającym szeptem:
— Tak samo wciąż rozmawiał ze sobą... jeden tutaj... prawdę powiedziawszy, nawet mój siostrzeniec...
— No i co? — szybko zapytał Misza.
— No i odwieźli go do domu wariatów...
— Pański siostrzeniec?
— Tak, tak — szeptał starzec i oko jego dziwnie skakało, zapewne dozorca potakująco kiwał głową.
— I tutaj siedział? — łagodnie zapytał Misza.