— Pod dziesiątym numerem...

— I pan go... pan też był tutaj? — urywając zapytał Misza, czując jak mu się nieprzyjemnie i zimno zaciska serce.

— Ja jestem tutaj siedemnaście lat — spokojnie odparł starzec i dodał: — teraz idzie osiemnasty rok...

Misza patrzał na matowe oko starca, na jego długi nos z chrząstkami i chciał go zapytać:

— Czy i swego siostrzeńca tak samo pan pilnował, jak oto mnie?

Lecz, bojąc się obrazić starca, nie zapytał go o to, rzekł tylko:

— To pan już dawno...

— Poczekaj pan, przyniosę sobie stołek — mrugnąwszy wyszeptał starzec — bo trudno mi się schylać... krzyż boli!

I odszedł. Misza stał przed drzwiami, słysząc szuranie jego nóg, i myślał:

— Jeśli człowiek ma duszę, to ten musi mieć taką ciemną, pomarszczoną i suchą, jak jego twarz...