— No, a jak się dowiedzą... to mnie...

— Ależ nie! Powiedzcie mu, żeby alfabet... ja nie umiem...

Oficerow odchylił się ode drzwi i z korytarza doleciał jego pokorny szept:

— Dobrze... powiem...

I poszedł... A potem znów się zjawił, błysnęły jego smutne oczy i rozległ się szept:

— Niech pan słucha...

Nie mówiąc więcej ani słowa, Misza podbiegł do ściany, zatrzymał się przed nią z naprężoną uwagą i, uśmiechając się, zastygł, cały ogarnięty dreszczem żądzy mówienia, mówienia!

Z na pół otwartymi ustami stał przed szarą potężną ścianą, gotów ją uścisnąć, patrzał na nią chciwie rozpalonymi oczyma.

Spoza ściany leciały urywane i wyraźne uderzenia jedno po drugim, niezbyt głośne, ale twarde, natrętne, suche dźwięki muru, i palce prawej ręki Miszy, mimo woli drgając, posłusznie je powtarzały...