— A! ja ją znam — rzekł Ski, który spotkał raz panią de Cambremer towarzysząc na spacerze pani Verdurin.
— Nie zna jej pan w sensie biblijnym — rzekł, rzucając z pod binokli dwuznaczne spojrzenie, doktór (był to jego ulubiony żarcik).
— Inteligentna jest — rzekł do mnie Ski. — Oczywiście — rzekł, widząc że ja nic nie mówię i podkreślając uśmiechem każde słowo — jest inteligentna i nie jest, brakuje jej wykształcenia; jest pusta, ale ma pewien zmysł artystyczny. Może milczeć, ale nie powie żadnego głupstwa. A przytem ładna jest w kolorze. To byłby zajmujący portret do zrobienia — dodał przymykając oczy, jakgdyby ją widział pozującą.
Ponieważ miałem poglądy wręcz przeciwne tym, które Ski wyrażał z takiem bogactwem odcieni, ograniczyłem się do nadmienienia, że margrabina jest siostrą wybitnego inżyniera, pana Legrandin.
— Hehe, no i widzi pan, będzie pan przedstawiony ładnej kobiecie — rzekł do mnie Brichot; a nigdy nie wiadomo, co z tego może wyniknąć. Kleopatra nie była nawet wielką damą, to była mała kobietka, niepoczytalna i groźna mała kobietka w stylu naszego Meilhaca, a widzi pan, co z tego wynikło nietylko dla tego dudka Antonjusza, ale dla całej starożytności.
— Byłem już przedstawiony pani de Cambremer — odparłem.
— Och, w takim razie znajdzie się pan w swojem kółku.
— Tem bardziej się cieszę na to spotkanie — odparłem — że pani de Cambremer obiecała mi dziełko dawnego proboszcza z Combray, traktujące o nazwach miejscowości w tych stronach, i będę mógł jej przypomnieć obietnicę. Bardzo mnie interesuje ten ksiądz, a także etymologje.
— Niech pan zanadto nie polega na tych, które on podaje — odparł Brichot. Dziełko, które znajduje się w la Raspelière i które przeglądałem potrosze dla zabawy, niewiele budzi we mnie zaufania, roi się od błędów. Dam panu przykład. Słowo Bricq wchodzi w formację mnóstwa nazw miejscowości w tych stronach. Zacny ksiądz wpadł na dosyć dziki pomysł, że ono pochodzi od Briga, wyżyna, miejsce warowne. Widzi je już u starodawnych ludów celtyckich, u Latobrigów, Nemetobrigów; doszukuje się go zgoła w nazwiskach takich jak Briand, Brion, etc... Aby wrócić do miejscowości, którą mam przyjemność mijać w tej chwili wraz z panem, Bricquebose znaczyłoby lasek na wzgórzu, Bricqueville osadę na wzgórzu, Bricquebec, gdzie się zatrzymamy na chwilę przed Maineville, wyżynę w pobliżu strumienia. Otóż to wcale nie jest tak, z tej przyczyny że bricq to jest stare słowo normandzkie, oznaczające poprostu most. To samo słowo fleur, które protegowany pani de Cambremer łączy z nieskończonym trudem to ze skandynawskiemi floi, flo, to z irlandzkiem ae, aer, jest przeciwnie, bez żadnej wątpliwości, duńskim fiordem i znaczy port. Tak samo przezacny ksiądz sądzi, że stacja Saint-Martin-le-Vêtu, sąsiadująca z la Raspelière, znaczy święty Marcin stary (vetus). To pewna że słowo vieux odegrało wielką rolę w toponymji tej okolicy. Vieux pochodzi naogół od vadum i oznacza bród, jak w miejscu zwanem Les Vieux. To jest to, co Anglicy nazywali ford (Oxford, Hereford). Ale w danym wypadku vieux nie pochodzi od vetus, ale od vastatus, miejsce ogołocone, nagie. Ma pan niedaleko stąd Sottevast, czyli vast Setolda, Brillevast czyli vast Berolda. Jestem tem pewniejszy omyłki proboszcza, ile że Saint-Martin-Le-Vieux nazywało się niegdyś Saint-Martin-du-Gast a nawet Saint-Martin-de-Terregate. Otóż v i g w tych słowach, to jest ta sama litera. Mówi się déuaster — niszczyć — ale także gacher. Jâchères (ugór) i gatine (od hochdeutsch: wastinna) mają to samo znaczenie: za tem Terregate, to jest terra vasta. Co do Saint-Mars, niegdyś (uczciwszy uszy) Saint-Merd, to jest Sanctus Medardus który jest kolejno Saint-Médard, Saint-Mard, Saint-Marc, Cirq-Mars, a nawet zgoła Dammas. Nie trzeba zresztą zapominać, że bardzo blisko stąd, miejscowości noszące to samo imię Marsa stwierdzają poprostu pochodzenie pogańskie (bóg Mars), które pozostało żywe w tej okolicy, ale którego ów świątobliwy człowiek wzbrania się uznać. Wyniosłości poświęcone bogom są specjalnie bardzo liczne, jak góra Jowisza (Jeumont). Proboszcz nie chce tego widzieć; w zamian za to, wszędzie gdzie chrystianizm zostawił ślady, przeocza je również. Dotarł w swoich wyprawach do Loctudy: nazwa barbarzyńska (powiada), podczas gdy to jest Locus sancti Tudeni; toż samo w Sammarcoles nie odgadł Sanctus Martialis. Pański proboszcz — ciągnął Brichot, widząc że mnie zajął — wyprowadza słowa na hon, home, holm, od holi (hullus), pagórek, (colline), podczas gdy one pochodzą od normandzkiego holm, wyspa, które pan odnajdzie łatwo w Stockholm, a które w całej tej okolicy jest tak rozpowszechnione: la Houlme, Engohomme, Tahoume, Robehomme, Néhomme, Quettehon, etc.
Te nazwy przypomniały mi dzień, w którym Albertyna chciała jechać do Amfreville-la-Bigot (od nazwiska dwóch kolejnych dziedziców, objaśnił mnie Brichot), poczem, jak mi proponowała, mieliśmy zjeść obiad w Robehomme. Co się tyczy Montmartin, mieliśmy tamtędy przejeżdżać za chwilę.