Elegia
Być może czule kiedyś jego głos zmącony
Przywoła pod cyprysy, tlące w czarnej chwale,
Utajona w pomroku doliny zielonej,
Bardziej błoga od niego, usłyszę te żale.
Ujrzę, jak z wolna kroczy wzgórzem w wielkim szlochu,
Policzę kroki jego, sieroce i biedne.
Załka! łzy jego zwilżą tę garsteczkę prochu:
Przykuta u stóp jego, już go nie odbiegnę.
W opuszczeniu zostanę, ale pocieszona.