— By nie to, że na oczach — tobym ci... Jo i chłopu poradze75 — zachrypiała po cichu.
Roześmiał się. Sam też sapał. Krople potu z jego twarzy upadły Marynce na lica. Stęknęła głośno. Inni spostrzegli, że się coś święci, porzucali własną zabawę — patrząc, jak tamci parują niby żelazo w ognisku zanurzone.
Tończ, tończ,
małe dziwcze76,
tończ, tończ...
judzili jedni, a drudzy do niej:
— Nie dej77 sie, Maryś! Nie dej sie bandochowi.
Gdy znowu jęknęła, zaczęli wołać:
— Co on ji78 robi! Słupecki! Ostaw79 dziewuche.
— Huknij go, Jędrek!