— Nie grać. Przestać ta z graniem!

Harmonia rozdarła się ryczącymi akordami i zamilkła.

Słupecki puścił Marynkę stańczoną prawdziwie że do upadłego. Odleciała, taczając się aż do ściany, i upadłszy pod murem, zaczęła rzęzić jak człowiek duszony. Słupecki stał blady przy płocie i obu rękami obcierał twarz. Wstrząsał się raz po razie, jakby płakał.

Rusocińskie80 chłopaki rzuciły się ku niemu z wygrażaniem. Ludwik Unisławski ich wstrzymał, mówiąc wzgardliwie z głębi swoich doświadczeń:

— Poodźta81. To ta jeich82 sprawa. Jest ta o co się wadzić83. Pies ta ze sukom się nie pożrom — nie bojta się...

Dziewuchy, poodciągane przez kochanków, zostawiły Marynkę.

Dźwignęła się spod muru, jakby wstała z ciężkiej choroby, i zaczęła iść ku dworowi.

Słupecki dogonił ją i spytał:

— Tero wis84, kto mocniejsy? Tero wis? Ty złe dzicie85.

W odpowiedzi na słowa te usiadła na kamieniu i zapłakała. Podchodził natarczywie to z tej, to z tamtej strony, ale za każdym razem odpychała go nogą i pięścią. Tedy dał spokój. Zaczął odchodzić i po drodze oberwał z krzaka liść, a krzak wstrząsnął się głośno w nocnej ciszy.