Pani ponowiła pytanie:

— Co to tu leży?

Oprzętka węszyła duszną wilgoć, odwlekając jeszcze odpowiedź. Na koniec rzekła razem z echem:

— To ta tegu Janka...

— Co za Janka?...

— Ady ten... jak się nazywa, Słupecki, śpi tu z Marynkom ze dworu.

Teraz i pani wkroczyła pośpiesznie do kurnika i badając zgnojone klepisko wszczęła alarm na zapuszczenie i brudy.

— Przy wszystkim trzeba codziennie być samemu, inaczej ani do głowy komu przyjdzie, żeby co zrobić — zasmuciła się.

Po chwili spytała, przeraźliwie zdumiona i prawie uduszona od niemiłej woni:

— A temu... Słupeckiemu, tu nie śmierdzi?