To jedno tylko w Marynce było dworowi przykre, że ciągle z kielczakami89 zaczynała. Pan był o to cokolwiek zły.
— Dziewucha ma z osiemnaście lat i żadnego zastanowienia; jeszcze się od nich doigra.
Lecz po namyśle państwo przyznali razem:
— Lepiej, że z nimi zadziera, niżby miała do nich latać i zadawać się z którym jak inne.
Tak. Dosyć już wszyscy mieli tych nieproszonych dzieci, które się ciągle rodziły, umierały, potem straszyły.
Następna sprawa z bandosami wynikła zresztą nie z powodu Marynki. Przyszli się poskarżyć, że im do izby, gdzie spali, z kurników smród bardzo leci.
Trzeba było zajrzeć do kurników, które leżały na drugim końcu budynku. W sionce koło stancji oprzętki90 pani się na coś natknęła i szerzej otworzyła drzwi, żeby zobaczyć co to. Zza stromych schodów, które wiodły na strych, wyzierał siennik.
— Co to za siennik tu leży?
Oprzętka rzekła śpiesznie i głośno, wchodząc do pustego kurnika:
— Sprzątać się sprząta, ale na takie gorąco zawdy91 bydzie92 czuć kole kurów93.