i gdy wysoki głos skrzypiec zabrzmiał z drugiej izby starą pieśnią, niemającą początku ni końca:

O chmielu, chmielu — ty bujne ziele...

A gdy pieśń ta minęła — nadeszła po niej późna jesień i oto siedzieli po robocie razem z matką w jej komorniczej izbie, myśląc cierpliwie o latach, które przyjdą.

Z marzeń tych dźwignęło Marynkę wspomnienie kapusty.

— Gdzie mota145, mama, ten wielgi146 nóż? — spytała.

— A na co ci?

— Bośta te kapuste na zagonkach ostawili, a tu sie jakby na mróz miało. Wezne147 te kapuste i wytne.

Zagonek, przyznany komornicy w drodze łaski, był ich całym bogactwem.

— Po nocy bydziesz ciąć?

— A kiej ta robić lo148 siebie, jak nie po nocy?