Tegoż samego wieczora odwiedziła ją królewicowa i wyraziwszy udział, jaki bierze w jej strapieniu, rzekła iż, aby ją odwrócić od tych smutnych myśli, opowie jej wszystko, co się działo na dworze w czasie jej nieobecności: jakoż opowiedziała pani de Clèves parę poufnych rzeczy.

— Ale o czym najpilniej chciałam ci powiedzieć — dodała — to iż pewnym jest, że pan de Nemours jest namiętnie zakochany i że najpoufalsi jego przyjaciele nie tylko nie są w sekrecie, ale nie mogą zgadnąć, kto jest przedmiotem jego uczuć. Bądź co bądź miłość ta jest dość silna, aby mu kazać zaniedbać lub, aby lepiej rzec, porzucić nadzieję korony.

Królewicowa opowiedziała następnie wszystko, co się zdarzyło w sprawie Anglii.

— Dowiedziałam się tego — ciągnęła — od pana d’Anville; powiedział mi dziś rano, że król posłał wczoraj wieczór po pana de Nemours na skutek listów Lignerola, który chce wrócić, i pisze królowi, że nie może już upozorować przed królową angielską ociągań pana de Nemours. Królowa (pisze) zaczyna czuć się obrażona; mimo że nie dała jeszcze stanowczego słowa, dosyć już powiedziała, aby można było azardować podróż. Król przeczytał ten list panu de Nemours, który, zamiast mówić poważnie, jak czynił w początkach, zaczął się jeno śmiać, baraszkować i drwić sobie z nadziei Lignerola. Powiadał, że cała Europa potępiłaby jego nierozwagę, gdyby się wybrał do Anglii jako rzekomy mąż królowej, nie będąc pewien powodzenia. „Zdaje mi się takoż — dodał — że w złą porę wybrałbym się teraz, kiedy król hiszpański robi co w jego mocy, aby zaślubić tę królową. Nie byłby to może bardzo groźny rywal w miłości, ale, gdy chodzi o małżeństwo, sądzę że W. K. Mość nie radziłby mi z nim współzawodniczyć”.

— Radziłbym ci to w tym przypadku — odparł król — ale nie będziesz miał okazji z nim walczyć; wiem, że ma inne zamiary; a gdyby ich nawet nie miał, królowa Maria dość licho wyszła na jarzmie hiszpańskim, aby można było sądzić, że siostra jej zechce je przyjąć znowu i że da się olśnić blaskiem tylu zjednoczonych koron.

„Jeśli się nie da olśnić — odparł pan de Nemours — można przypuszczać, że zechce wyjść za mąż z miłości: kochała milorda Courtenay już przed kilku laty. Kochała go też królowa Maria, która byłaby go zaślubiła za zgodą całej Anglii, gdyby nie ujrzała, że piękność i młodość siostry jej Elżbiety bardziej go wzruszają niż nadzieja tronu. W. K. Mość wie, że gwałtowna zazdrość, jaką stąd powzięła, pchnęła ją do tego, że wtrąciła ich oboje do więzienia, że potem wygnała milorda Courtenay, i przychyliła się wreszcie do małżeństwa z królem hiszpańskim. Sądzę że Elżbieta, znalazłszy się na tronie, przywoła rychło owego milorda i że raczej wybierze człowieka, którego wprzód kochała, który jest bardzo wart miłości, który tyle wycierpiał dla niej, niż innego, którego nigdy nie widziała”.

„Byłbym tak samo myślał — odparł król — gdyby Courtenay żył jeszcze; ale dowiedziałem się przed paru dniami, że umarł w Padwie na wygnaniu. Widzę dobrze — rzekł, żegnając się z panem de Nemours — że trzeba by załatwić twoje małżeństwo tak jak małżeństwo królewica: zaślubić królową angielską przez posły”.

Pan d’Anville i pan widam, którzy byli u króla z panem de Nemours, pewni są, że to właśnie owa miłość, którą jest zajęty, odciąga go od tak wielkiego zamiaru. Widam, który z nim jest poufalej niż ktokolwiek, powiadał pani de Martigues, iż pan de Nemours jest odmieniony wręcz do niepoznania; a co go najbardziej dziwi, to że nie zauważył u niego żadnych stosunków, ani żadnych osobliwych godzin, w których by się wymykał, tak iż mniema, że on nie ma porozumienia z osobą, którą kocha; i to jest coś zgoła niepodobnego do pana de Nemours, aby kochać kobietę, która mu nie płaci wzajemnością.

Cóż za trucizna dla pani de Clèves, te słowa królewicowej! Jak nie ujrzeć siebie w owej kobiecie, której nikt nie zna? Jak nie czuć wdzięczności i czułości, dowiadując się — drogą, która nie mogła jej być podejrzana — że ów książę, który już zapadł jej w serce, kryje swą miłość przed całym światem i zaniedbuje dla jej miłości widoki korony. Toteż niepodobna sobie wyobrazić, co ona czuła, i jaki zamęt nastał w jej sercu. Gdyby królewicowa patrzała na nią z uwagą, byłaby z łatwością spostrzegła, iż ta opowieść nie jest jej obojętna; że jednak w najmniejszym stopniu nie podejrzewała prawdy, mówiła dalej, nie zauważywszy nic.

— Pan d’Anville — dodała — który, jak ci właśnie powiadałam, oznajmił mi o tym wszystkim, sądzi, że ja wiem więcej od niego; ma tak wielkie mniemanie o moich wdziękach, iż jest przekonany, że ja jestem jedyną osobą zdolną dokonać podobnych zmian w panu de Nemours.