Z tego, co pan de Nemours powiedział głośno, królewicowa sądziła, że to, co rzekł po cichu, to przykład jakiej fałszywej wróżby; spytała tedy księcia, co powiedział pani de Clèves. Gdyby był mniej przytomny, zaskoczyłoby go to pytanie. Ale odparł bez wahania:
— Mówiłem, Wasza Dostojność, że mi przepowiedziano, iż wzniosę się do tak wysokiego losu, o jakim nie śmiałbym nawet marzyć.
— Jeśli panu tylko to przepowiedziano — odparła królewicowa z uśmiechem, myśląc o Anglii — nie radzę panu mówić źle o astrologii, możesz łacno6 znaleźć przyczyny bronienia jej.
Pani de Clèves zrozumiała, co ma na myśli królewicowa; ale zrozumiała także, iż szczęście, o jakim myślał pan de Nemours, to nie była angielska korona.
Ponieważ było już dość dawno od śmierci matki, trzeba jej było pojawić się w świecie, i bywać u dworu jak wprzódy. Widywała pana de Nemours u królewicowej; widywała go u pana de Clèves, gdzie przychodził często wraz z innymi młodymi panami, ale widywała go ze wzruszeniem, które z łatwością spostrzegł.
Jakkolwiek starała się unikać jego spojrzeń i mówić doń mniej niż do innych, wymykały się jej, bez woli, pewne rzeczy pozwalające księciu mniemać, że nie jest jej obojętny. Człowiek mniej przenikliwy nie byłby może tego spostrzegł; ale on kochał już tyle razy, że trudno było, aby nie poznał, że jest kochany. Widział, że kawaler de Guise jest jego rywalem, ten zaś wiedział toż samo o panu de Nemours. Był to jedyny człowiek na dworze, który przejrzał prawdę, własny interes uczynił go bystrzejszym od innych; wzajemna świadomość tych uczuć udzieliła ich stosunkom cierpkości, która objawiała się we wszystkim. Byli zawsze w przeciwnych obozach w gonitwie do pierścienia, w turniejach, grach i zabawach, które król urządzał; współzawodnictwo ich było tak widoczne, że niepodobna było go ukryć.
Sprawa angielska często zaprzątała myśli pani de Clèves; sądziła, że pan de Nemours nie oprze się radom króla i naleganiom Lignerola. Widziała z przykrością, że ten jeszcze nie wrócił i oczekiwała go niecierpliwie. Gdyby szła za swoim popędem, byłaby się pilnie dowiadywała o bieg tej sprawy; ale to samo uczucie, które budziło w niej ciekawość, zmuszało ją ukrywać się; wywiadywała się jedynie o urodę, dowcip i usposobienie królowej Elżbiety. Przyniesiono do króla portret tej pani, który się jej wydał piękniejszy, niżby pragnęła; nie mogła się wstrzymać od powiedzenia, że jest pochlebiony.
— Nie sądzę — odparła królewicowa, która była obecna — ta pani ma reputację piękności i rozumu ponad pospolitą miarę, i wiem, że mi ją całe życie dawano za przykład. Musi być miła, jeśli podobna jest do swojej matki, Anny Boleyn. Nigdy żadna kobieta nie miała tyle wdzięku i czaru w swojej osobie i wzięciu. Słyszałam, że jej twarz miała coś żywego i oryginalnego, w czym zupełnie nie była podobna do angielskich piękności.
— Toteż zdaje mi się — odparła pani de Clèves — że ona się podobno urodziła we Francji.
— Ci, co tak mniemali, byli w błędzie — odparła królewicowa — opowiem wam pokrótce jej dzieje.