Zdobyły miesiąc złoty,

Zagasła jasność, zmierzchy z każdej strony,

Koń dęba stanął spłoszony.

Giermek w pień uderzył nosem

I siarczystym zaklął głosem,

A rycerz, wśród czarnej nocy,

Wyleciał z siodła jak z procy.

— «Błądzim, panie! — bąk krzyknie,

Wszak na księżyc trzeba

Przez folwark jechać do nieba!