Oksydowane srebrem potrącać bisiory,

I z bajki czynić pejzaż, aby mnie tymczasem

Odjechał mój bohater, co już jest pod lasem?

Nigdy! Porzucam pędzle i chwytam za pióro.

Do licha z romantyzmem, trzeźwa powieść górą!

Lecę. Wtem rozmarzony pędem swojej szkapy,

Świerszcz złoży łapy.

I modli się do cichej, miesięcznej poświaty:

— «Jam gwebr2 skrzydlaty!...

Do światła lecę, ziemi tej porzucam glinę!