Rozebrzmiewam w jasności... rozskrzydlam się... ginę...

Nie wrócę, aż moje ramię

Choć jeden ze złocistych kłosów tych odłamie,

Co snopem blasków palą się nad światem!»...

Nuż konia batem!

Jedzie, a przed nim giermek, dumając potrosze,

Ile miodu wytrąbi za srebrne te grosze,

Które pan mu wypłaci z miesięcznych promieni.

(Jakby je miał w kieszeni! ).

Nagle, pod ścianą boru