Iść, aby cierpieć maluczko ich losem.

A te tragiczne, otwarte mogiły,

Zkąd czarne płomię i dym siny bucha,

Zawściagły stopę twą, zdrętwiły ducha.

Tyś krok cofnęła od bagien tych jadu,

Gdzie okowane panują zmierzchniki,

Gdzie ten, co omdlał, przepada bez śladu...

Zamknie się nad nim grób, a krzyk ów dziki,

W którym z przekleństwem swój żywot wyzionie,

Pochłoną czarne bezdennych wód tonie.