Że gdzieś, za sferą naszego istnienia,

Za szeregami posępnych stuleci

Jest jakaś prawda bezwzględna, milcząca,

W wielkości swojej i sile bezpieczna,

Która spogląda bez łez i bez drżenia,

Jak ludzkość w otchłań gorejącą leci —

Nie mogąc dojrzeć świtu — ani słońca...

I cóż mi z tego?... Ja cierpię dziś właśnie;

Ja dzisiaj wątpię, dziś konam z boleści...

Jeśli jest prawda, niech grom ją obwieści,