O wschodzie słońca różową w swej bieli,
Żeby poganin krzyczał: »Klęska!... klęska!...«
I mnie tym krzykiem krew popędzał w żyłach...
Chcę iść na czele rozognionych twarzy,
Co płonącymi źrenicami palą
Jako czerwonym żelazem — pierś wroga...
Ja chcę chorągwi i hymnów i krzyża —
I słońca, coby wkładało na czoło
Złocistą glorię... chcę tłumów — i Boga!