O wschodzie słońca różową w swej bieli,

Żeby poganin krzyczał: »Klęska!... klęska!...«

I mnie tym krzykiem krew popędzał w żyłach...

Chcę iść na czele rozognionych twarzy,

Co płonącymi źrenicami palą

Jako czerwonym żelazem — pierś wroga...

Ja chcę chorągwi i hymnów i krzyża —

I słońca, coby wkładało na czoło

Złocistą glorię... chcę tłumów — i Boga!

PIOTR