Odejdź!
Piotr oddala się z wolna. Słychać przyciszone grzmoty.
AMONIUSZ
sam
Ha! więc nareszcie!... Znędzniały przez posty,
Od bezsenności wybladły, szalony,
Z ciałem zoranym i wyschłym od chłosty,
Tysiącem pokus szatańskich dręczony,
Walczyłem dotąd — i zawsze daremnie...
Czułem cię w piersiach, ty piękna... ty biała,