Co gdzieś istniałaś daleko ode mnie,

Wabiąc rozkoszą miłości — i ciała...

zasłania rękami oczy

Cicha i lekka, przez skwarne puszcz53 piaski

Szłaś zmrokiem, by mi zarzucić ramiona

Na szyję, zgiętą pod mniszym kapturem...

Uśmiech twój miewał nagle jakieś blaski,

Jakby ust twoich królewska zasłona

Skarb zakrywała przed okiem olśnionem...

Szłaś — i dziewiczem wabiłaś mnie łonem...