Marysia drgnęła i odjąwszy od twarzy rączki, patrzyła na Podziomka szeroko otwartymi oczyma, słowa nie mogąc przemówić z ogromnego dziwu.
Więc on znowu:
— Nie lękaj się, proszę, moja mościa panno, bom jest życzliwy pannie i przyjaciel!
— Jezu!... — szepnie na to Marysia. — Co to takiego? Małe jak łątka473, a gada jak człowiek! Jezu!... Ja się boję!
I już się porywała z tej góreczki precz474 uciekać, ręce do góry wznosząc jakoby ptak skrzydła.
Ale Podziomek zastąpił jej drogę i rzecze:
— Nie uciekaj, mościa panno, bom jest Krasnoudek Podziomek, który ci ku pomocy chce być!
— Krasnoludek! — powtórzyła jakby sama do siebie Marysia. — Toć wiem! Toć mi nieraz o tych Krasnoludkach mateńka mówiła, że dobre są!
Na to Podziomek z wielką fantazją:
— Mateńka jejmość panny mówiła szczerą prawdę! Rad bym jej dziękował475 za to!